27 października, 2017

To nie jest koncert życzeń

Fot. Asia Żurawowicz

Sport. Definicją tego słowa, nie jest tylko pasja i możliwość oderwania się od szarej, nudnej rzeczywistości, a w przypadku "ludzkich" sportów natomiast coś więcej - praca, pieniądze, sława, rozgłos. Szkoda tylko, że ludzie się w tym czasami zatracają.
Kiedyś ktoś mi powiedział, że nasze "psie sporty" są "niszowym" sportem. Dla mnie zawsze to było wielkim plusem, a nie jakimś problemem. Czasami do ucha wpadła mi jakaś informacja, szczególnie o kolegach ze wschodu, którzy często wymieniają psy na lepsze "modele". No, ale to inny świat - takie zawsze było tłumaczenie.

Dla mnie osobiście świetną sprawą jest to, że ludzie uprawiają "psie sporty" po prostu dla samego siebie, ale także dla mile spędzonego czasu z innymi ludźmi, z psami... dla funu. Chcą oderwania się od szarej rzeczywistości, a czasami od swoich problemów. Kocham tych ludzi za to, że można się z nimi pośmiać z byle czego, porozmawiać o tym i o tamtym, poradzić się w różnych kwestiach oraz wspaniale spędzić czas. Każdemu życzę znalezienia pasji, która w życiu człowieka odgrywa bardzo ważną rolę. Natomiast sporty kynologiczne uważam za coś pięknego, bo oprócz dbania o samego siebie, musimy dbać i ponosić pełną odpowiedzialność za drugą, równie ważną część naszego teamu - psa.

Fot. Asia Żurawowicz



No i pewnym momencie pojawiają się fejsbukowe grupy. W sumie w czym problem - wystarczy zakupić popcorn/chipsy, zasiąść przed monitorem z kawką/herbatką/innym napojem (niepotrzebne skreślić) - komedia na wieczór - jak znalazł!

Tyle, że dzisiaj śmiać się nie będę. Bo w moim odczuciu jest to bardzo smutne. Po prostu.
Całe życie myślałam, że każdy człowiek traktuje swojego psa jak członka rodziny, że jest on jej integralną częścią. Wydawało mi się, że wśród osób trenujących cokolwiek z psem, na jakimkolwiek poziomie, jest to oczywiste i że nikt tu nie będzie miał w tym temacie żadnych wątpliwości. A jednak...

Wiadome jest to, że pracując z psem, gdzieś z tyłu głowy są marzenia, plany na wspólne zdobywanie podiów, zdrową rywalizację z innymi etc. Jednak tak jest, że życie niestety pisze własne scenariusze. Zdarzają się sytuacje, gdy nie mamy wyjścia. Gdy musimy wybrać między jednym, a drugim.

Ale nie zrozumiem jednej rzeczy, nigdy w życiu - wymiany psa na "lepszy model". Po tym, jak przekonałam się, że niektórzy nie widzą w tym nic złego, trochę mnie to zszokowało. Nie sprawiam sobie  psa do sportu, dla wygrywania. Kupuję psa, bo pragnę mieć przyjaciela, z którym chcę miło spędzić czas, a w jaki sposób, to już nie jest tak istotne.

Fot. Małgorzata Górska-Guzowska

Cieszyć się z małych rzeczy nauczyła mnie Figa. Pies, przez którego wylałam niezliczone ilości łez. Masę pracy włożyłam w to, by chociaż na chwilę zechciała się pobawić zabawką, przebiec fragment toru bez rozproszenia, czy móc luzem iść z nią na spacer. Oczywiście, mogłam już ją dawno odstawić na bok, wziąć kolejnego psa. Tyle, że nie o to, tu tak naprawdę chodzi.
Dziś mogę się cieszyć z torków przebiegniętych przez Figę bez ucieczki, z przywołania na spacerze, czy ze wspólnej zabawy, z ogarnięcia przez sznaucera prostego slalomu (po prawie 3 latach nauki), czy też pokonanej palisady. Powiem Wam, że takie nasze małe osiągnięcia cieszą bardziej, niż jakiekolwiek wygrana na zawodach. Przykre jest też to, że kilka razy w trakcie naszej treningowej walki, usłyszałam przykre słowa na temat mojego psa. Moim celem jest udowodnienie, pokazanie wszystkim, że ten mały, niepozornie wyglądający pies też coś potrafi. Myślę, że w przyszłym roku może to się udać. Figa nauczyła mnie wielu rzeczy, których żaden inny pies, by mnie nie nauczył. Przede wszystkim nauczyła mnie cierpliwości i wiary w to, że każdy, nawet najmniejszy sukces można osiągnąć tylko poprzez systematyczną pracę. I tak... nawet małe rzeczy zaczęły mnie cieszyć do tego stopnia, że w końcu stały się dla mnie wielkimi.

Fot. Latent Image | Natalia Żyłowska
Sport jest tylko dodatkiem w naszym życiu. Snujemy wielkie plany na przyszłość, a czasem wystarczy się zastanowić, co tak naprawdę jest dla nas ważne? Czasem lepiej osiągnąć sukces rok/dwa/pięć później, niż rezygnować w połowie drogi.
To nie jest koncert życzeń. Ktoś powiedział - "Dostajemy psa takiego, jakiego potrzebujemy, a nie takiego,  jakiego chcemy". To te najtrudniejsze psy uczą nas pokory, cierpliwości, czerpania radości z małych rzeczy. Czasem, trzeba powiedzieć sobie STOP, pomyśleć, zwolnić..., by za chwile wystartować ze wzmożoną siłą.

Nawiązując do początku postu zastanawiam się do czego dążymy, co chcemy osiągnąć, co jest dla nas ważne? Czy dalej chcemy pokazywać innym, jak dobrze można bawić się z psem, czy dążymy do tego, by szczycić się wielkimi osiągnięciami? A gdy pies nie będzie spełniał naszych oczekiwań, będzie chory, czy problemowy, to będziemy się go chcieli pozbyć po to, by później wziąć kolejnego? A co, jeżeli  następny pies również nie spełni naszych chorych ambicji, które będą przerastać obie strony? Nie traktujmy zwierząt przedmiotowo.
Nauczmy się również cieszyć z małych rzeczy, by później móc osiągać coraz to większe sukcesy.

Fot. Kinga Tomczyk
Fot. Paweł Matysiak

12 komentarzy:

  1. Czuję się trochę tak jakbyś wyskrobała mi wszelkie myśli na ten temat i wrzuciła tutaj, serio. Zgadzam się w stu procentach.

    Czytając wtedy niektóre komentarze byłam wręcz przerażona. Niektórymi porównaniami, stwierdzeniami... W sumie wolę już do tego nie wracać, bo aż się odechciewa być częścią tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie oddałabym psa tylko dlatego, że nie spełnia moich oczekiwań związanych ze sportem, z resztą teraz mam takiego darmozjada, z którym już wiele nie mogę zrobić, a dalej grzeje tyłek pod moim dachem. Mimo to kwestia oddawania psów nie jest według mnie tak czarno-biała i nie umiałabym się tak łatwo do niej ustosunkować. "Pies to najlepszy przyjaciel człowieka", "pies jest członkiem rodziny", większość właścicieli psów tak twierdzi, bo to ładnie brzmi, ale w rzeczywistości dla każdego z nas pies pełni różną rolę. Farmer, który żyje wyłącznie z owiec pewnie ma inne podejście do swoich psów niż ktoś, dla kogo praca z psami jest jedynie sposobem spędzania wolnego czasu. A co kiedy ktoś chce utrzymywać się z psich sportów? To trochę jak dyskusje między zatwardziałymi weganami i ludźmi, którzy jedzą mięso. Jedni będą trzymać świnkę w bloku i wyprowadzać ją na spacery na smyczy, drudzy będą zajadać się schabowym. Dla osoby, dla której świnka jest najlepszym kumplem na pewno jest to przykre, ale dla wielu ludzi to coś normalnego, że zjada się wieprzowinę i nie widzą w tym nic złego.

    Psy zawsze w jakimś stopniu będą traktowane przedmiotowo, sam zakup psa w hodowli to poniekąd traktowanie go jak produkt. Co z hodowcami, którzy mają wiele psów i tym na emeryturze znajdują nowe domy? Skoro w żadnym wypadku nie popiera się przedmiotowego traktowania psów, nie powinno się chyba wspierać takich hodowli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalia, ten post odnosi się tylko i wyłącznie tematu oddawania psów, które nie spełniają oczekiwan pod względem stricte sportowych. Jak dla mnie na oddanie psa z tej tylko i wyłącznie przyczyny nie ma usprawiedliwienia. A ludzie robią to chyba, by uspokoić swoje sumienie. Nie roztrzasam wszystkich przypadków, tak jak napisałam w poście, rozumiem, że w życiu nie zawsze da się wszystko zaplanować i czasem trzeba wybrać między jednym, a drugim.

      Usuń
    2. A ja piszę o tym, że są ludzie, którzy nie mają nawet potrzeby by usprawiedliwiać oddanie psa sportowego, bo nie widzą w tym nic złego i jest to dla nich normalne. Tak samo jak oddanie w dużej hodowli psiego emeryta, który generuje koszty i niekoniecznie czuje się dobrze w dużym stadzie młodszych psów. Inni nie muszą tego rozumieć, ale według mnie nie powinno się tego tak łatwo oceniać. Każdy inaczej postrzega w swoim życiu psy, podobnie jak wcześniej wymienionego schabowego.

      Usuń
  3. Masz całkowitą rację! Vicky jest problemowa, nie mogę jej na osiedlu spuścić i trenować (chyba że po 22 z ostrożnością), muszę iść ok 30 min na takie jakby pola. Czasem to uciążliwe, a czasem chce się iść na taki spacer :) Gdy wychodzimy z klatki schodowej zaczyna się jeżenie psa, patrzenie w okna, w samochody czy czasem nikogo tam nie ma, czy nikt nie nadchodzi aby go obszczekać. A dzieci to o matulu... Drze japę jakby chciała je wyeliminować ze społeczeństwa. Ale jest lepiej, była głaskana przez 2 dzieci, bawiła się z nimi. Jak pisałaś ,,życie to nie bajka" trzeba się z tym pogodzić. Przez zachowanie Vi musiałam zrezygnować z flyballu. Tam trzeba spuścić psa, a trening odbywał się na otwartej przestrzeni blisko placu zabaw. Trenowałyśmy na lonży (jakoś się dało xd), lecz była mała wpadka i musiałyśmy odejść. Nie myśl sobie, że zrezygnowałam na zawsze z tego sportu! Sucz go uwielbiała, ja go uwielbiam, trzeba ,,naprawić" parę rzeczy w zachowaniu i można trenować :) Vicky nauczyła mnie baaardzo wiele, sukces, który wydaje się u innych normalnym zachowaniem psa, sprawia ogromną radość. Jeden z nich ukazuje jak sunia przechodzi obok nieznajomych ludzi bez spojrzenia, bez obszczekania, nie najeżona. Na dodatek na osiedlu!! Dla mnie to bajka ♥ Nigdy bym nie zrezygnowała z mojego jamstaffka, zwłaszcza, że widzę postępy, zalazłyśmy wspólny język. W wakacje wybieramy się na 1 zawody!! Podoba mi się twój wpis, napisałaś go zdecydowanie, odważnie. Zgadzam się z przesłaniem wpisu w 100%. Trzeba się kiedyś spotkać i pogadać o Vicky i Fidze, może znajdziemy odpowiedzi na przyczynę jakichś ich problemów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z tekstem, ale uważam, że u nas taki problem nie istnieje- nie słyszalam o takiej przyczynie oddania psa. Myslę, że psie sporty są za bardzo niszowe i zdecydowanie za mało dochodowe, żeby sport przekreśliła chęć rywalizacji. Chociaż możliwe,że taki system do nas przyjdzie z dłuzej rozwinietych krajów?

    OdpowiedzUsuń
  5. Też ostatnio miałam o tym napisać, ale dzięki tobie już nie muszę :). W 100% się z tobą zgadzam i wciąż nie potrafię zrozumieć jak można traktować psa jako maszynkę prowadzącą do zwycięstw. Z takim tokiem rozumowania skreśliłabym Kibę dobre kilka lat temu i nie mogłabym obserwować niesamowitych zmian, które ciągle w niej zachodzą. Kolejnego psa też nie wybieram stricte pod sporty, bo uważam że dogadywanie się z nim na co dzień jest o wiele ważniejsze od dogadywania w sporcie, gdzie jednak z czasem wszystkiego da się wyuczyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny post, ostatnio na pewnej grupie pewna znana i lubiana osoba w psim światku tak postąpiła. To przykre... Mam 13 letniego psa i JESZCZE go nie wyrzuciłam xD Nie poddajemy się, dążymy do celu i aktywnie uciekamy od starość. Emerytura w tym wieku to by było chyba najgorsze co by go spotkało. Kocham biegać, wysilać móżdżek, uczyć się nowych komend i wszystkigo innego!

    OdpowiedzUsuń
  7. NIGDY nie oddałabym psa.

    Ale jednocześnie, nie widzę nic szczególnie złego w tym, że ktoś psa - nie spełniającego oczekiwań sportowych - odda w dobre ręce albo na przykład rodzinie. Kurczę, czasami jak czytam te grupki facebookowe mam wrażenie, że dla własnej ambicji ludzi zmuszają swoje zwierzęta do rzeczy, do których one się zupełnie nie nadają. Mam to szczęście, że mój pies chce ze mną pracować i ma ku temu wspaniałe predyspozycje; świetnie wiem, że jeśli coś w naszym sporcie nie wyjdzie, to z mojej winy, bo on ma wszystko, co trzeba. Ale gdyby pracować nie chciał, gdyby nie spełniał fizycznie czy psychicznie pokładanych w nim nadziei, to naprawdę nie cisnęłabym go na siłę, wyduszając ochłapy motywacji, bo po co? Nie każdy pies nadaje się do sportu, tak jak nie każdy człowiek oczekuje od swojego psa przydatności do sportu. Pewnie pod moim dachem pojawiłby się drugi pies i wcale nie jestem taka pewna, czy dla tego pierwszego nie byłoby lepiej trafić w ręce kogoś, kto byłby z niego zadowolony w stu procentach...

    TL;DR Nie zawsze to, co w naszych własnych oczach wygląda na lepsze, jest faktycznie lepsze dla psa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety jest, była i będzie juz zawsze, grupa osób, która psa traktuje wyłącznie jako narzędzie do pracy. Do niedawna było tak w policji, dopiero z czasem psy zamiast w zakładowych kojcach, mogły zamieszkiwać z ich przewodnikami. I tak samo w sporcie. Jeśli komuś zależy wyłącznie na tytułach, sukcesach i pracy w tym kierunku, nie będzie tracił czasu na psa, który się nie nadaje. Dla nas to okrutne, bo pies to nie maszyna. Ale...moze i lepiej dla tego psa, że trafi do innego domu, w którym prócz wymagań otrzyma też miłość i przywiązanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny post! Moje psy też nie są idealne i nie będą, ale są MOJE ;) Nigdy nie przeszło mi przez głowę to, żeby oddać któregoś tylko dlatego, że nie potrafi zrobić danej rzeczy. A jeżeli komuś zależy jedynie na wyświetleniach, osiągnięciach i na byciu "sławnym", no to coś tu jest, kolokwialnie mówiąc, nie halo ;)
    Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń