11 września, 2016

WARSZAWA! + Agility Rules, czyli obóz agility z Moniką Rylską i Magdą Łabieniec w Annówce


Krótka relacja z wypadu do Warszawy oraz obozu z Moniką i Magdą w Annówce :)

Fot. Zuzanna Rutkowska


Po południu 4 sierpnia ruszyłam do Warszawy, aby odwiedzić starych i poznać nowych znajomych. Tutaj jakoś bardzo nie mam jak się rozwlekać... Pieski pojeździły pociągami, autobusami, metrem, pozowały do zdjęć, pływały, pozowały do zdjęć i zwiedzały. :)



Jeśli chodzi o zachowanie moich psów, to bardzo mnie zaskoczyły - mieszkam w małym mieście i nie muszę poruszać się autobusami, aby gdzieś dotrzeć, bo generalnie -  wszędzie jest blisko.
Gdy jeżdżę na treningi do klubu, zawody, seminaria, zawsze rodzice mnie zawożą. Rok temu Figa miała okazję poruszać się tramwajami, trolejbusami, autobusami, pociągami i nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia. Natomiast Kiwi pierwszy raz poruszała się tego typu środkami transportu i bardzo mile mnie zaskoczyła - normalnie kładła się spać, nie piszczała, nie wariowała - po prostu spała. Jedynie co, to przerosło ją metro, a szczególnie stacja metra. Ale myślę, że jakby przejechała się nim jeszcze kilka razy to i one okazałoby się nie straszne... ;)








Figa radzi, jak powinno się spać w autobusach :D

9 sierpnia o godzinie 3 nad ranem ruszyliśmy ekipą: Ja & owoce, Zuza & Jessie oraz Klaudia & Jazz do Annówki na obóz agilitowy z Moniką Rylską i Magdą Łabieniec! :)



W Annówce zawitałyśmy już po raz drugi. 5 dni spędziłyśmy na intensywnych treningach pod okiem jednych z czołowych polskich zawodniczek agility. :)

Fot. Zuzanna Rutkowska
Pierwszą rzeczą, o jakiej muszę wspomnieć to to, że dzięki temu, że posiadam dwa psy, nie były one tak zmęczone obozem, jak Figa rok temu.
Wtorek - Figa, Kiwi
Środa - Figa, Kiwi
Czwartek - Kiwi, Kiwi
Piątek - Figa, Kiwi
Sobota - Kiwi, Kiwi
W czwartek zadecydowałam, że wezmę szczeniaka na oba treningi, ze względu, że dzień wcześniej zdarzyła się pewna sytuacja i Figa się nią dość mocno przestraszyła i do końca dnia była nieswoja - postanowiłam, że dam jej dzień przerwy. Natomiast w sobotę o wzięciu na dwa treningi Kiwi zadecydowała pogoda - zrobiło się baaardzo gorąco i wiedziałam, że w taką pogodę sznaucerro nie będzie ani myśleć, ani szybko biegać, więc aby po prostu nie zmarnować wejścia, na jej miejsce wskoczył szczeniaczek.



Pierwszy raz miałam okazję uczestniczyć w treningach z Moniką i Magdą. Słyszałam dobre opinie, teraz mogłam je tylko potwierdzić. ;)
Pieski bardzo ładnie pracowały - Figusia miała kilka słabszych momentów, gdzie zbiegała z toru (na pewno było ich mniej w porównaniu do zeszłego roku), ale jak już biegała to nawet szybko. :) Była bardzo dzielniutka, tym bardziej, że ostatni trening miała w czerwcu ( + w lipcu nieoficjalne zawody agility, ale to były 3 przebiegi 40 sekundowe :P ).
Do Kiwi natomiast nie mam zastrzeżeń dotyczących treningów - pięknie pracowała i pokazywała gdzie i co robię źle - najlepszy nauczyciel <3

              

Co do zachowania poza treningami - Figa była bardzo grzeczna, ładnie siedziała w klatce, noce przesypiała ze mną w łóżku, na spacerach nawet ładnie się odwoływała. Tym razem Kiwi ma trochę dłuższą listę "ale": w klatkach na dworze, niestety szczekała, ze względu, że jarają ją inne biegające psy, kilka razy pokazała, że jest wredną suką i kłapała - na szczęście wiem, kiedy mogę się spodziewać tego i w miarę wcześnie zareagować, chociaż kilka razy mi się nie udało. Jest i tak lepiej, ale jak już wcześniej wspominałam - jeszcze długa droga przed nami. Poza tym w nocy spała w klatce, poza klatką podczas treningu dużo mniej się jarała na inne biegające psy (moc samokontroli), ładnie się odwoływała na spacerkach.
Annówkowe okolice ♥
Same treningi z dziewczynami BARDZO mi się podobały! Każda z nich jest inna, ale bardzo fajnie nam się biegało pod ich okiem. Usłyszałam wiele pochwał na temat psów.
Mi zaczyna pomału świtać w głowie, handlingowo dalej jest masakra, ale daje radę. :D

                 
Filmiczek z obozu:

                                     


Pyszne jedzonko, "jak wygląda księżyc?" :D i świetna atmosfera to annówkowy standard :)
Fot. Zuza Rutkowska

Fot. Zuza Rutkowska

Nadrabiam zaległości, proszę o zrozumienie :( Wakacje były całe zawalone wyjazdami, baardzo dużo się działo, mam trochę recenzji, przy chwili wolnego czasu postaram się dalej nadrabiać... Została mi relacja z Chorwacji, seminarium z Paulą, wyjazd na mazury, LP w Warszawie i trochę recenzji... w planach psia szafa jeszcze jest... 


10 komentarzy:

  1. Widzieliśmy Was na LP w Warszawie. Kiwi to taki mały wymiatacz, skaczący do dekielków.
    Mam nadzieję że i my kiedyś zawitamy do Annówki. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałyśmy się wybrać do Annówki no ale cóż... W następne wakacje napewno to nadrobimy ;) Kiwi i Figa są świetne <3

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałyśmy się wybrać do Annówki no ale cóż... W następne wakacje napewno to nadrobimy ;) Kiwi i Figa są świetne <3

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach ten Annówkowy raj :D. Świetnie, że pojechałaś na obóz z całym owocowym teamem. Figusia pokazuje że też potrafi! Rozwijajcie się tak dalej a będzie pięknie. Cierpliwie czekam na zaległe posty ;*.

    OdpowiedzUsuń
  5. Marzy mi się taki obóz, ale najpierw musimy ogarnąć hopki z tyczkami :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Najlepsze było picie w dzbankach <3 Nigdy nie zapomnę tego smaku!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeny bardzo zazdraszam obozu <3 My możliwe że w przyszłym roku z Dyńką się wybierzemy na agilitki (a najlepiej w połączeniu z obi! :D ). Super mieć dwa tak różne psy, które pracują zupełnie inaczej i u których pilnować trzeba innych rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Te 1 foto <3 Boskie :D Kiedyś muszę się w końcu tam wybrać, bo to chyba grzech.

    OdpowiedzUsuń
  9. My również ostatnio byliśmy w Warszawie i tak samo jak w waszym przypadku Max pierwszy raz jeździł tego typu środkami komunikacji. Był trochę stres, ale tak na prawdę konkretnie przerosły go ruchome schody. Mamii nie wejde nie ma opcji, więc synka (33kg) na rączkii <3
    swiatmoichzwierzakow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. My również ostatnio byliśmy w Warszawie i tak samo jak w waszym przypadku Max pierwszy raz jeździł tego typu środkami komunikacji. Był trochę stres, ale tak na prawdę konkretnie przerosły go ruchome schody. Mamii nie wejde nie ma opcji, więc synka (33kg) na rączkii <3
    swiatmoichzwierzakow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń